Smakoszom piwa zapewne spodoba się ten przepis. A mięsożercom jeszcze bardziej. Dziś na stół wjeżdża wołowina po flamandzku. Do zrobienia tego przepisu zainspirowała mnie Daria z bloga Splendor w kuchni. Jestem nim oczarowana, a mój Mąż – mięsożerca z krwi i kości – w zasadzie mógłby nie jeść nic innego (no, może jeszcze pizzę). Wołowina po flamandzku to potrawa o tyle niezwykła, że nie wymaga od nas dużego wysiłku a jedynie cierpliwości. Bo robi się banalnie prosto, ale niestety nie szybko. Ale obiecuję – smak, aromat i pyszne rozpadające się mięsko rekompensują czas oczekiwania. To danie jest świetne na przyjęcia – postawmy gorący kociołek z mięsem, a szybko znajdą się chętni. A oto przepis.

Wołowina po flamandzku – przepis

Składniki:

1 kg wołowiny bez kości np. udźca
0,5 l ciemnego piwa typu porter
2-3 cebule
2 ząbki czosnku
1 kromka ciemnego chleba lub 2-3 ciastka piernikowe typu spekulos
2 listki laurowe
2 ziela angielskie
2 gałązki świeżego tymianku
1 gałązka świeżego oregano
1-2 papryczki chili
2 łyżki masła
1 łyżka cukru muscovado
1 łyżka musztardy dijon
1 łyżka octu winnego
sól
pieprz
mąka

Wykonanie:

Mięso oczyszczamy i kroimy w dużą kostkę (mięso się nie rozpadnie na papkę i będziemy mieli duże i pyszne kawałki soczystego mięsa). Obtaczamy w mące i smażymy na maśle do zrumienienia (nie przyprawiamy mięsa). Przekładamy do garnka. Na tej samej patelni smażymy cebulę pokrojoną w piórka lub krążki i drobno posiekany czosnek. Odkładamy na bok. Na patelnię wlewamy piwo, dodajemy cukier, musztardę i wszystko dokładnie mieszamy. Zalewę piwną dodajemy do garnka z mięsem. Wrzucamy bukiet świeżych ziół (związujemy tymianek i oregano). Piwo piwo powinno przykryć mięso, jeśli nie – dodajmy trochę bulionu wołowego lub warzywnego. Doprawiamy solą i pieprzem.

Wołowina po flamandzku może być przygotowana w piekarniku (nagrzewamy do 180 stopni i pieczemy 3 godziny) lub w garnku na kuchence. Ja wybrałam ten drugi sposób. Przykryty garnek ustawiłam na kuchence i na średnim „ogniu” gotowałam 3 godziny. Po około połowie czasu gotowania dodałam cebulę i czosnek, drobno pokrojone papryczki chili (w wersji pikantnej, można pominąć) a pod koniec wkruszyłam do garnka ciasteczka spekulos, które zagęściły sos. Na koniec doprawiamy wszystko solą, pieprzem i octem winnym. I już. Mało pracy, dużo czekania – ale efekt powalający.

Wołowina po flamandzku podbiła serca moich gości, więc mam nadzieję, że podobnie będzie u Was. Podajcie ją ze świeżym pieczywem i oczywiście szklaneczką dobrego piwa :)

Smacznego.